To był grudzień 2001 roku. Byłam z koleżanką Litwinką w naszym pokoju akademickim w Mińsku przygotowując przekąski na Sylwestra. W tle słychać było głosy dobiegające z telewizora. W pewnym momencie moja koleżanka krzyknęła: „Посмотри, Ирония судьбы! Всё, давай смотреть!” Pomyślałam sobie wtedy: „No nie, jeszcze tyle jest do zrobienia, a ona chce oglądać jakiś stary sowiecki film…” Jednak przygotowywania sylwestrowe straciły cały urok, kiedy ty pracujesz, a ktoś inny siedzi przed telewizorem, zamiast ci pomagać. Szybko więc poszłam w jej ślady. Kiedy otworzyłam drzwi do pokoju z telewizorem, moja koleżanka już była nieobecna – siedziała centralnie przed telewizorem i powtarzała frazy razem z aktorami. Myślałam, jaki sens oglądać film, który zna się już na pamięć i… to była ostatnia z moich myśli, bo film momentalnie i mnie „pochłonął”. „Ирония судьбы, или с легким паром!” Eldara Razanowa jest jednym z tych filmów, który wydawałoby się wbrew zdrowemu rozsądkowi, kraje byłego Związku Radzieckiego oglądają w nieskończoność. Już jeden raz opisałam ten film na tej stronie, ale ja też jestem pod tak dużym wrażeniem tej bajki dla dorosłych, że postanowiłam to zrobić jeszcze raz.
Zgodnie z rosyjską tradycją, czworo przyjaciół z Moskwy wybiera się 31 grudnia do „bani” nie podejrzewając, jakie nieprawdopodobne skutki to za sobą pociągnie. Taki żart los może zrobić człowiekowi tylko w noc sylwestrową! Przyjaciele wymyli się, wypili… Następnie przypomnieli sobie, że jeden z nich miał lecieć do Leningradu, żeby się żenić. Dwójka najbardziej wytrwałych imprezowiczów zdecydowała, że do roli pana młodego najbardziej pasuje Żenia (Andrej Miagkow). Omyłkowo zostaje on wsadzony do samolotu lecącego do Leningradu. W obcym mieście Żenia bierze taksówkę, podaje swój domowy adres, otwiera drzwi do mieszkania swoim własnym kluczem i kładzie się spać. Po chwili w mieszkaniu pojawia się młoda właścicielka Nadia (Barbara Brylska), która spodziewa się spotkać tam swojego narzeczonego Ipolita (Jurija Jakowlewa). Film jest bardzo lekki, tym nie mniej jesteśmy tu świadkami dramatu Ipolita, który rozgrywa się w sylwestrową noc. Tutaj również spotykają się dwie samotne dusze – pijany chirurg i nauczycielka. Miłosny trójkąt (Gala, narzeczona Żeni, jest przecież daleko, tak więc ona się nie liczy) okazał się znakomity. Ipolit w cudowny sposób przeobraża się i pod koniec filmu wywołuje nie mniej współczucia i sympatii, niż Łukaszyk. Poza tym bardzo wciągające są rozwijające się stosunki pomiędzy Żenią i Nadzią, dlatego że para nie jest jednoznaczna. Nadia, mogłoby się wydawać, to maruda. Daje ona w prezencie noworocznym swojemu narzeczonemu golarkę. Poza tym wywołuje skandal za drobnostkę – pomyślisz sobie, jedynie jakiś pijak w łóżku... Rzeczywiście, o co ten krzyk?! Żenia zaś posiada ogromne poczucie humoru – nosi śmieszną bielizną, a poza tym ma świetny smak – potrafi odróżnić wyśmienicie przyrządzoną rybę od niesmacznej… Jakie będzie ich wspólne życie, reżyser pozostawia widzowi do przemyślenia. Poza tym trochę szkoda Gali – dwa lata spotykała się z chłopakiem, miała już jakieś nadzieje i plany z nim związane, a on zrobił jej taki prezent… Myśląc jeszcze głębiej o tym filmie może się wydać, że dotyczy on innej kwestii moralnej – pić czy nie pić? I rzeczywiście, dlaczego by nie wypić, jeśli to doprowadzi do tego, że obudzisz się w łóżku pięknej blondynki, która cudownie śpiewa grając na gitarze. Wygląda na to, że dla takiego szczęścia nie trzeba dobrze zarabiać, kupować ekstra samochodów i dawać dziewczynom drogie perfumy. Najważniejsze, żeby człowiek był dobry, a miłość sama się znajdzie. W rzeczywistości film niesie głębokie przesłanie. Za zewnętrzną romantyczną historią z elementami komedii kryje się skarbnica mądrości. W każdej ze scen jest coś głębokiego, jest nad czym się zamyślić i jest coś, czego można się nauczyć. W filmie nie znajdziemy ani jednego zbędnego detalu, który miałby po prostu zapełnić pustą lukę. Wszystko zostało znakomicie wpisane w formę i treść, co świadczy o niewątpliwym sukcesie reżysera filmu. Ja też już wiem, że ten film można oglądać w nieskończoność i za każdym razem odkrywać coś nowego. Oprócz tego film tryska optymizmem i radością, w związku z czym znakomicie poprawia humor. Takie połączenie jest naprawdę rzadkością. Dlatego wystawiam ocenę największą z możliwych, ale w tym przypadku w pełni zasłużoną.
Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |