|
Iwan Wyrypajew zrobił coś niesamowitego. Namalował piękny poetycki obraz, który silnie oddziałuje na zmysły i wyobraźnię. Opowiedziana historia jest raczej banalna. Vera mieszka ze swoim mężem Valerym i ich małą córeczką Maszą w dalekiej, podupadłej rosyjskiej wiosce. O miłości i gorącym uczuciu jednoczącym małżonków mówić raczej nie można. Różnica wieku, brak zrozumienia, bliskości potęgują obcość, automatyzm życia i wykonywanych przez Verę czynności. Zwrot następuje w momencie wtargnięcia na scenę donskiego pejzażu „trzeciego” - młodego, pełnego werwy i witalności parnia Pawła, który przełamuje smutek i odrętwienie ciemnookiej dziewczyny. Silny poryw miłości zaplata ciała w silnym uścisku. Kochankowie dają się ponieść uczuciom, pragnieniom, które uwalniają ich ciała, a może rozbudzona podświadomość, dochodząca do głosu pod wpływem silnego impulsu, nieoczekiwanego bodźca, odbierającego spokój, wyrywającego z rutyny i ospałości? Ogień płonie.. Ów obraz podsyca „drugi”, który staje się „trzecim”, podglądając poczynania żony z rusym pełnym wigoru młodzikiem i płonąc z zazdrości. Czy jest to historia niezwykła?? Nie. Ale sposób w jaki jest opowiedziana jest godny uwagi, a nawet więcej, godny zasmakowania jego poetyckości, której sprawczynią jest natura. Złociste stepy, przywołujące tęsknotę i sycące przestrzenią, sączący się w korycie rzeki Don, księżycowy obraz nocy i brodzących łódką kochanków, mamiący magią swego piękna i tajemniczości, intymności, wyjątkowości, odbijający się echem Świtezia i poezji Sylvii Plath, tworzą niepowtarzalny klimat i koloryt tej opowieści. Reżyserski debiut rosyjskiego dramaturga urzekł mnie prostotą, przestrzennym i plastycznym rosyjskim pejzażem, dzikością uczuć, spokojem, euforycznym nienasyceniem. I choć euforii w trakcie projekcji filmu nie uświadczyłam, z niecierpliwością oczekuję kolejnej opowieści Wyrypajewa, by się doTLENić.
Liczba komentarzy (0) - Dodaj swój komentarz do tego artykułu... |